Polskie myśliwce były kierowane do identyfikacji rosyjskich samolotów operujących nad Bałtykiem przez trzy kolejne dni. Według podanych informacji we wtorek wykryto samolot rozpoznawczy Ił-20, znajdujący się około 30 kilometrów od Ustki. W środę przeprowadzono interwencję wobec rosyjskich samolotów Su-30SM2, które wystartowały z obwodu królewieckiego, a w czwartek odnotowano obecność Su-30 i Ił-20.

Stanowisko Ministerstwa Obrony Narodowej

Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że rosyjskie loty służyły sprawdzaniu możliwości systemów obrony powietrznej. Jednocześnie zaznaczył, że w opisywanych przypadkach nie doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.

Gen. bryg. pil. Tomasz Drewniak, były Inspektor Sił Powietrznych, ocenił, że loty samolotów rozpoznawczych mogą umożliwiać obserwację działania radarów, czasu reakcji lotnictwa dyżurnego i procedur naprowadzania. Wskazał również, że maszyny bez przekazanego planu lotu i z wyłączonym transponderem mogą stanowić zagrożenie dla ruchu lotniczego, w tym lotów cywilnych.

Loty nad Bałtykiem

Polska odpowiada za bezpieczeństwo powietrzne w przydzielonej części obszaru nad Bałtykiem, wykraczającej poza granice państwowe. Drewniak wskazał, że podobne przechwycenia rosyjskich samolotów wykonują także inne państwa NATO, w tym Niemcy, Wielka Brytania, Szwecja i Dania. Według jego oceny działania tego rodzaju pozostają poniżej progu otwartego konfliktu i obejmują także aktywność na morzu, lądzie oraz w cyberprzestrzeni.